Wypad na Przełęcz pod Chłopkiem (Tatry maj 2015)

na przełęczy pod chłopkiem
Czułem że muszę wyjechać w góry, zresetować się. Szaleństwo dnia codziennego zaczynało dobijać się mocno do bram ostatniego bastionu mojej cierpliwości… Góry miały być tym razem lekarstwem, czymś co postawi mnie na nogi i znów będę mógł jakoś funkcjonować.
Rzuciłem więc hasło spontanicznego wypadu w Tatry i odezwała się do mnie Gosia, którą widywałem na ściance wspinaczkowej. Przyznam się szczerze że nasz kontakt był znikomy , ograniczał się tylko do „cześć”, dlatego też nasz wspólny wyjazd mógł budzić lekki niepokój….ale…nie było zbyt wiele czasu na myślenie. No bo w końcu to był spontan.
Wspólnie w górach spędziliśmy 2 dni. Relację z tego tripa znajdziecie niebawem u Gosi na stronie www.tatry-dla-sredniozaawansowanych.blogspot.com/ , dlatego przynajmniej teraz nie będę go opisywał. Gosia zrobi to lepiej :D
Natomiast na „samotny” trip wybrałem sobie Czarny Mięguszowiecki Szczyt od strony Moka. Szczerze się przyznam, że nie miałem bladego pojęcia jak się tam dostać w warunkach wiosenno -zimowych, dlatego też dzień wcześniej obejrzałem uważnie ścianę i zasięgnąłem porady kilku starszych wyjadaczy, którzy robili piwko w Moku ;) Miałem takie „topo mniej więcej” w głowie i wróciłem na noc do Roztoki.
Gdy wybiła 3.30 zerwałem się z łóżka. Pomimo iż był środek maja, a więc i dzień długi, to wolałem sobie pozostawić duży margines czasu na ewentualne pomyłki czy wylegiwanie się na słońcu. Ostatecznie wychodzę ze schroniska w Roztoce o 4 30.
Doszedłszy do Moka czułem iż muszę urodzić snikersa w rozmiarze xxl, ale niestety schronisko jest zamknięte, a do kosza na śmieci desantu nie wypada robić ;) Na szczęście oglądałem jedną część Harrego Potterra i postanowiłem teleportować się do środka przez tajemne okno ;) ufff…
Lżejszy o jakiś  kilogram udałem się w stronę Czarnego Stawu pod Rysami. Szlak był na ogół czysty od śniegu poza kilkoma wyjątkami. Na miejscu zakładam stupciaki i wpycham w siebie potrzebny zapasa kalorii. Jestem nakręcony, gdyż  widok ściany z pod schronu zapowiadał niezłą zabawę.
Początkowo droga prowadzi letnim wariantem, dopiero w miarę pokonywanego przewyższenia pojawia się coraz to więcej śniegu i szlak robi się lekko zimowy. Zakładam więc raki turystyczne.
Tamtego dnia biała materia przybrała kilka postaci: mocno napowietrzonego sorbetu, dobrze związanego firnu, a nawet miejscami twardego betonu. Ta różnorodność śniegu wymuszała dość sporą czujność. Czasami materia wyjeżdżała z pod nóg, a czasami fajnie formowało się stopnie. Podczas pokonywania  czy to trawersów czy lekko stromych podejść poruszałem się na pajączka, czyli twarzą do śniegu z dwoma dziabkami. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa, no i szybkość.
Po pokonaniu pełnego śniegu Bandziocha i dotarciu w pobliże Kazalnicy, po prawej stronie zauważyłem lodospad. „Wow, ale fajnie byłoby się po nim wspiąć!  Nie, nie, bez liny nie ma mowy ! Co najwyżej możesz podejść i go obejrzeć” – przekonywałem sam siebie.  Gdy dotarłem do jego podstawy okazało się iż „wyrasta” on ze szczeliny. Pokusa była strasznie wielka…”No w razie odpadniecie nie stoczyłbym się ze zbocza tylko zatrzymałbym się w szczelinie i byłaby szansa na pozytywne zakończenie upadku” – taka o to szalona myśl przyleciała mi przez głowę.
lodospad-sm lodoska obok kazalnicy
No i stało się,  po kilku minutach wisiałem na lodospadzie. Wiedziałem że już nie mogę oglądać się za siebie. Zostałem tylko ja, adrenalina i dziaby. Ogólnie lodospad nie był trudny. Początkowo była cała masa stopni i wszystko wydawało się banalne. Starałem się trzymać psyche na wodzy i po prostu przeć do góry, choć wiedziałem ze takie solowanie może się źle skończyć. Był maj, więc lód był w dość marnym stanie, wszystko się kruszyło a w połowie drogi stałem jakby pod prysznicem, gdyż wszystko płynęło. W pewnym momencie miałem wrażenie że jestem w martwym punkcie. Lód był bardzo cienki i obawiałem się, że nie wyjdę wyżej , a o odwrocie już nie było raczej mowy. Musiałem opanować emocję i cisnąć w górę. Gdy wyszedłem z tych lekkich trudności i wypełzłem w połóg, myślałem już tylko żeby nie skaszanić tego ostatniego odcinka, bo to byłby flaj prosto do nieba.
Gdy wgramoliłem się na jakaś bezpieczną półkę,  zacząłem suszyć się na słońcu i myśleć nad tym co zrobiłem,  i czego bym nie zrobił, gdyby się nie udało. Przyznam się szczerze, że przez długą chwilę miałem dość wrażeń. Siedziałem chyba z godzinę karmiąc się promieniami słońca no i kaloriami z czekolady.
 widok na kazalnice
No dobra ! Dzień był długi wiec szkoda by było go zmarnować. Ruszyłem wiec dalej w stronę Przełęczy pod Chłopkiem . Po drodze czekało na mnie kilka fajnych trawersów w eksponowanym terenie. Oczywiście poruszałem się ostrożnie na pajączka, gdyż na niektórych trawersach w razie obsuwy chyba nie dałbym rady wyhamować, a wtedy flaj byłby nieuchronny.
na-czarnego-miegusza-pod-chlopkiem-szlak
tatry śniegNiestety w pewnym momencie popełniłem błąd i zacząłem wbijać się z mały żlebik, „co by może sobie lekko skrócić drogę”.
Gdy ujrzałem iż kończy się on po chwili,  a po prawej stronie widać drogę prowadzącą w stronę Chłopka, postanowiłem dryndnąć do Pawła i zasięgnąć jego rady. Pchać się dalej do góry czy zawrócić z lekka i trawersować w prawo. Na szczęście po kilku odezwach poczty głosowej usłyszałem Pawła . Zaufałem jego radzie i zacząłem się wycofywać. Chciałem to zrobić po prostej linii w dół, niestety napotkałem bardzo stromy beton którego raki nie chciały ugryźć, wiec znowu wyszedłem do góry i w lewo. Dalej już tylko starałem się spoglądać na prawo i szukać jak najbezpieczniejszej drogi w kierunku Chłopka.
Gdy dotarłem na Przełęcz pod Chłopkiem przyszedł czas na relaks,opalanie,rozmyślanie i łapczywe zerkanie w kierunku Czarnego Mięgusza.
panorama mieguszowiecki szczyt
przełęcz pod chlopkiem kwaq
Ciesze się, że wybrałem właśnie  za cel szlak na Przełęcz pod Chłopkiem. Droga była bardzo ciekawa i dostarczyła mi dużo endorfin.  Jedyna rzeczą  jaką moglem sobie darować to ten lodospad w wersji solo. Na szczęście psycha zdała egzamin i lód jakoś wytrzymał, dzięki czemu nie poleciałem na spotkanie z Jezuskiem.
No cóż, mam niestety taki charakter że lecę jak ta ćma do światła, które może mnie nieźle przysmażyć. Oczywiście zdaję sobie sprawę że żarówką jest gorąca i czuję przed nią respekt, ale…

You may also like...

7 Responses

  1. Edward pisze:

    :) horror jak dla mnie….. Lubie jednak czytać Twoje relacje z szaleńczo wypraw. ….

  2. Witek pisze:

    Hmm, wyjątkowo głupie zachowanie… I jeszcze się tym chwalić?

  3. Bartek pisze:

    ten żleb o którym mówisz to WHP 925 można było śmiało iść letnie trudności do 0+

  4. Kwaq pisze:

    obawiam się, że to było trochę dalej na przecięciu 916 i 924

  5. Sylwas72 pisze:

    Fajne przejście, gratulacje. Mam pytanie, ponieważ jakoś do tej pory nie było mi po drodze na przełęcz, cały czas myślę o typowo zimowym wyjściu na przełęcz i może wejściu na Mięguszowiecki Czarny. Jak z Twojej perspektywy oceniasz szansę wejścia zimą drogą, którą szedłeś ?

  6. Kwaq pisze:

    Przejście zimą było by zapewne bardzo ciekawe, pod warunkiem dobrze związanej pokrywy śnieżnej. Ryzyko zejścia lawiny w tamtejszych rejonach może uniemożliwić przejście. Myślę że rozeznanie w kwestii warunków śniegowych powinno być kluczową rzeczą decydującą o wyjściu na tripa w kierunki Przełęczy Pod Chłopkiem.

  7. Bartek pisze:

    W końcu szedłeś na ten MSC, czy nie? Trochę mi początek relacji zamieszał w głowie oO

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>